Jeśli oglądaliście film Apocalypto w reżyserii Mela Gibsona, pewnie pamiętacie scenę, jak plemię głównego bohatera siedzi przy ognisku i słucha opowieści starego Indianina. Mnie osobiście bardzo porusza ta historia, przede wszystkim dlatego, że przekazuje ważną prawdę o człowieku. A historia jest taka: Siedzącego w samotności człowieka dręczył głęboki smutek. Zaraz wokół zgromadziły się zwierzęta, które powiedziały, że nie mogą znieść tego, że człowiek jest taki smutny, i zaproponowały, aby prosił, o co tylko zechce, a one go tym obdarują. Najpierw człowiek powiedział, że chce mieć dobry wzrok. Sęp odrzekł na to: „Weź mój”. Potem człowiek powiedział, że chce być silny. Wtedy jaguar zapewnił, że będzie silny jak on. Następnie człowiek powiedział, że chce znać wszystkie sekrety ziemi. Wtedy wąż zaproponował, że mu je pokaże. Wszystkie zwierzęta podzieliły się z człowiekiem swoimi zdolnościami. Gdy dały mu, co mogły, człowiek odszedł. Wówczas do zgromadzonych zwierząt przemówiła sowa: „Teraz człowiek wiele wie i może robić dużo rzeczy. Jednak się boje”. Na to odrzekł jeleń: „Dlaczego? Przecież człowiek otrzymał tak wiele darów, już nie powinien się smucić”. Sowa odpowiedziała: „Nie, nie przestanie się smucić. Zobaczyłam w człowieku dziurę głęboką jak głód, którego nie można nasycić. Ona czyni go smutnym i sprawia, że trawi go nieustanne pożądanie. Dlatego będzie on ciągle brał i brał, aż do momentu, gdy świat mu powie: Nie mam już nic, co mógłbym ci dać”.

Ta prosta historia odsłania prawdę o tym, że jest w nas olbrzymi, nieskończony głód, którego nie może nasycić nic z tego świata. Objawia się to na różnych płaszczyznach naszego życia – biologicznej, psychicznej, społecznej. Konsumujemy na potęgę i wszystko. Również drugiego człowieka często traktujemy jak produkt, jak przedmiot, którego można używać na różne sposoby. A do tego przeżywamy ciągły strach, bo każdą rzecz w każdej chwili możemy stracić. Trafnie wypowiedział się na ten temat Erich Fromm: „Ponieważ mogę stracić to, co posiadam, przeto z konieczności zdany jestem na ciągłą obawę, iż rzeczywiście to stracę. Boję się więc złodziei, przemian ekonomicznych, rewolucji, choroby, śmierci, boję się miłości, wolności, rozwoju, zmiany, nieznanego. Staję się defensywny, twardy, podejrzliwy, samotny, powodowany potrzebą posiadania coraz więcej w celu lepszej ochrony”.

Nieskończona dziura w naszych sercach domaga się, aby ją w końcu nasycić, zapełnić. Jeden, drugi, trzeci gadżet, samochód, telewizor, komputer itd. I ciągle głód. Kupię następne, czy jest potrzebne, czy nie. To niekończące się pożądanie i ból, jaki ono rodzi, może uciszyć tylko ktoś, kto jest wieczny – Duch Święty. Kiedy może się to stać? Gdy pozwolimy, aby w naszym życiu zrealizowały się słowa z 1 Listu do Koryntian: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga?” (1 Kor 6,19). Pozwólmy, aby Duch Pana zagościł w naszych sercach i naszych ciałach, a On ugasi trawiące nas pożądanie. Wołajmy o to fragmentem hymnu brewiarzowego:

Teraz wzywamy Ciebie, Duchu,
Coś równy w Bóstwie Ojcu z Synem,
Przyjdź i napełnij nasze serca
Ożywczym światłem swojej łaski.

***