Drodzy Czytelnicy, jesteśmy „dotknięci” zachodnim sposobem myślenia, które często wyraża się w tym, że wszystko mierzymy prawem i liczbą. Ale cokolwiek by mówić, prawo oraz liczby porządkują życie indywidualne i społeczne, nie pozwalają pogrążyć się w chaosie. W odniesieniu do tych dwu rzeczywistości najczęściej oceniamy siebie oraz działanie nasze i innych – robimy coś zgodnie z prawem lub niezgodnie z prawem, mamy mało albo już za dużo. Również w stosunku do modlitwy serca może zrodzić się pytanie prawno-ilościowe: Ile razy powtarzać wołanie grzesznika: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną”, aby modlitwa była skuteczna i wystarczająca? Zanim spróbuję odpowiedzieć na tę wątpliwość, chciałbym przytoczyć krótkie fragmenty książki Opowieści pielgrzyma nieznanego autora, która przyczyniła się do rozprzestrzenienia i spopularyzowania modlitwy Jezusowej w rosyjskim prawosławiu. Książka została przetłumaczona na różne języki i przez odpowiednie komentarze wprowadzona również do bogactwa duchowości Kościoła katolickiego. Główny bohater – prosty człowiek – w swojej wędrówce poszukiwał sposobów na nieustanną modlitwę i trafił do pewnego starca, który był praktykiem i teoretykiem modlitwy Jezusowej. I takie oto dał pielgrzymowi rady: „Masz tu różaniec, na nim odmów na początek choćby i trzy tysiące razy dziennie tę modlitwę. Stoisz czy siedzisz, chodzisz czy leżysz, mów ciągle: «Panie, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną!». Ale nie rób tego głośno albo spiesząc się, i koniecznie dokładnie czyń tak trzy tysiące razy dziennie, sam nic nie dodawaj i nie ujmuj. Bóg pomoże ci w ten sposób osiągnąć nieustanne działanie serca”. Gdy pielgrzym posłuchał starca i w swojej samotni wykonał zadanie, zauważył, „że modlitwa ta stała się dla niego łatwa, jakby do niego dopasowana, nie jak wcześniej – wymuszona. Wyznał to starcowi, a on nakazał mu teraz modlić się tak już po sześć tysięcy razy dziennie i dodał: Nie niepokój się, a staraj się, jak tylko możesz najpilniej, modlić się tyle razy, ile ci nakazuję”. Gdy pielgrzym i temu zadaniu sprostał, starzec na jednym ze spotkań powiedział: „Postanów z Bożą pomocą modlić się wytrwale dwanaście tysięcy razy w ciągu dnia”.

Trzy tysiące, sześć tysięcy, dwanaście tysięcy razy – kiedy to zrobić? Książkowy pielgrzym żył samotnie, praca, którą podejmował, sprzyjała takiej modlitwie. Realia życia w rodzinie wyglądają nieco inaczej. Pobudka około godziny 6.00. Przygotować śniadanie, wyszykować dzieci do szkoły i siebie do pracy. Dobrze, jeśli pracujemy tylko 8 godzin… Powrót do domu blisko 17.00. Obowiązki domowe, czas dla rodziny, sen. Nie ma szans na dwanaście tysięcy razy. Proponuję Wam, moi Drodzy, 20 minut w skupieniu i w samotności powtarzać to wołanie serca i wracać do niego w ciągu dnia podczas swoich obowiązków. Może wydawać się to niewiele, ale kreatorem modlitwy jest Bóg. Jeśli pośród zabiegania oddamy Mu 20 minut, On wyciśnie z tego czasu maksimum. Przeorze nasze serca, życie i umysły swoją myślą, swoją miłością, swoim spojrzeniem. Jeśli natomiast ktoś wolałby liczyć, proponuję zakup czotek, czyli sznura modlitewnego wykorzystywanego w tradycji wschodniej do tej modlitwy. Może on składać się z 30, 33, 50 lub 100 paciorków.