Drodzy Czytelnicy, na moment odejdę od tematu modlitwy Jezusowej, ale jeszcze powrócę do tego zagadnienia, istotnego dla życia ucznia Jezusa. Ten wpis poświęcę pobożności maryjnej, która często przez młodych ludzi (i nie tylko młodych) jest postrzegana jako przejaw dewocji i niedojrzałości religijnej. Mamy maj – miesiąc maryjny, warto więc kilka słów powiedzieć o Tej, która wydała na świat Jezusa.

Kiedyś pewien młody człowiek, bardzo zaangażowany w ewangelizację i życie Kościoła, przyszedł do mnie i spytał: „Proszę księdza, jaki sens ma modlitwa za wstawiennictwem Maryi? Po co oddawać Jej cześć, skoro centrum to Jezus? On jest Bogiem, On jest moim Panem i Zbawicielem, czy nie powinienem bezpośrednio z Nim rozmawiać o moim życiu?”. Zaczęliśmy zastanawiać się, co Kościół wypracował na temat osoby Maryi przez dwa tysiące lat, jednak nie do końca przekonałem tego młodego człowieka, że pobożność maryjna jest uzasadniona i piękna. Zrozumiałem, że potrzebuje on świadectwa, czegoś z życia, nie teorii. Opowiedziałem mu o młodej dziewczynie, która trafiła do duszpasterstwa akademickiego, gdzie posługiwałem.

Duszpasterstwo gromadziło sporą grupę młodzieży. Spotykaliśmy się na modlitwie, wyjeżdżaliśmy na rekolekcje i na wspólny wypoczynek. Przede wszystkim modliliśmy się za siebie nawzajem. Przyszedł czas, że o wsparcie poprosiła wspomniana dziewczyna. W małej grupce spotkaliśmy się i modliliśmy się za nią. Okazało się, że zdążyła już doświadczyć wiele skrajnie smutnych, poniżających, odbierających radość sytuacji. Gdy skończyliśmy modlitwę, zapytałem: „Czy chciałabyś opowiedzieć o tym, co się działo podczas modlitwy?”. Powiedziała, że oczyma serca zobaczyła obraz, który ilustrował jej życie. Były to gruzy pięknego miasta, które rodziły smutek i beznadzieję. Piękna już tam nie było. Pośród gruzów ujrzała wspaniałą kobietę. Serce podpowiedziało jej, że to Maryja. Wtedy poczuła odrobinę radości, obudziła się w niej nadzieja. Ucieszyło ją, że Maryja była cały czas przy niej, że razem z nią przeżywała całą biedę, która ją spotkała. Po modlitwie odeszła pocieszona, z odrobiną świętej siły do dźwigania ciężaru życia.

Gdy młody chłopak usłyszał to świadectwo, kiwnął głową i odszedł. Nie wiem, czy ta historia przekonała go, ale więcej nie pytał, czy jest sens prosić o wstawiennictwo Maryję i cieszyć się tym, że Ona jest naszą Matką.

Maryja przycupnęła pokornie w domu każdego z nas, aby jako dobra Matka być z nami w każdym naszym doświadczeniu. Warto wyrazić Jej wdzięczność i na majówce z całym Kościołem w Polsce zaśpiewać Litanię loretańską.