Drodzy Czytelnicy, kontynuując rozważania na temat modlitwy Jezusowej, chciałbym zwrócić uwagę na jej drugą składową, a mianowicie na to, do kogo wołamy i w czyjej obecności chcemy przebywać nieustannie.

Często z ust młodych i starszych ludzi słyszę imię „Jezus”, ale wypowiadane bez szacunku, traktowane jak przecinek w zdaniu, wykrzyknik. Nie, w moim sercu nie rodzi się osąd nad nimi, ale jest mi przykro, że imię mojego Pana i Zbawiciela wypowiada się bez należnej czci, często pośród przekleństw. Pewnie przyczyn takiego stanu rzeczy jeste wiele. Jedną z nich wydaje się brak świadomości, kim jest Jezus, i brak żywej wiary w to, że tylko On może wyrwać człowieka z grzechu i śmierci.

Jezus to imię pełne mocy i piękna, niosące w sobie Bożą łaskę i zwycięstwo. To imię najważniejsze w historii ludzkości. Tomasz Budzyński, znany przede wszystkim jako wokalista zespołów Siekiera, Armia, 2 Tm 2,3, w jednej ze swoich wypowiedzi opublikowanych w Internecie wspomina: „Graliśmy koncerty, na których był ostry czad i działo się kompletne wariactwo, szał. Ludzie skakali na główkę ze sceny, wdrapywali się z tego tłumu na scenę i skakali, tak jak do wody. W ogóle total. Ja również takie rzeczy robiłem. Śpiewałem dwie piosenki, jedna nazywała się Przebłysk, a druga Podróż na wschód. Kiedy je pisałem, myślałem o Jezusie Chrystusie. W tej piosence Przebłysk jest taki tekst: «…niech cię strzeże, niech cię wspiera światło…». Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia podczas koncertu gramy, gramy, ja ten kawałek śpiewam, i wtedy coś we mnie zaczęło mówić: «Jezus Chrystus!». Nie wiem, co to było, wiem, że ten głos, który mi powiedział, co to jest to światło, był tak piękny, że przeżyłem ogromne wzruszenie, przestałem w ogóle śpiewać i stanąłem jak zamurowany. To było niesamowite, cudowne uczucie. Imię Jezusa Chrystusa sprawiło, że się rozpłakałem jak dziecko, w środku koncertu, kiedy był hałas muzyki, zupełny total, a tu nagle: Jezus Chrystus. Nie mogłem powstrzymać łez, powiedziałem: Jezus Chrystus, nie «światło». Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. I publiczność by zobaczyła, że ich idol płacze, co to ma znaczyć? Odwracam się do kolegów, a oni, zajęci czadem, nic nie widzą. Te chwile trwały bardzo krótko. Straciłem poczucie czasu. Wiedziałem, że przyszedł Jezus Chrystus, stanął obok mnie i tak jakby do mnie zapukał. Na takim koncercie, gdzie jest taki czad! On się niczego nie boi. On do mnie zapukał, a ja: «Kto tam?». A On mówi: «Jezus Chrystus, oto stoję u drzwi i kołaczę». I wtedy od razu chce się otwierać, a jak się już otworzy, to wtedy jest niesamowite szczęście. Człowiek mięknie, płacze, mówi: «Tak, to Ty przyszedłeś, ja Cię poznaję, to Ty jesteś». To jest bez słów, całe ciało zaczyna krzyczeć z radości. I to samo się dzieje, gdy śpiewałem piosenkę pt. Podróż na wschód. Wtedy dopiero zrozumiałem jej głęboki sens, że tym wschodem, tą podróżą jest Jezus Chrystus”.

Imię Jezus, wypowiadane z wiarą i czcią, niesie ze sobą moc; to na nim opiera się cała nadzieja wołania: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną”. Zatem gdy wypowiadamy to imię w czasie naszej modlitwy serca, niech towarzyszą nam słowa św. Pawła: „Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem – ku chwale Boga Ojca” (Flp 9,11).