Mam nadzieję, że przyznacie mi rację. O wiele lepiej byłoby, gdybym poczęstował was jabłkiem, gruszką, śliwką lub innym owocem, byście mogli zasmakować, jak są słodkie i soczyste, i poczuć, że ich miąższ to rozkosz dla podniebienia, niż gdybym wam o nich mówił. Bo przecież nawet godzinne opowieści o tym, jak wspaniale smakuje kosztela (jabłko z mojego dzieciństwa, teraz rzadko spotykane), nie sprawią, że będziecie mogli napawać się słodyczą, zapachem oraz sokiem tego zapomnianego owocu.

Duch Święty kocha rodzić w nas owoce, abyśmy mogli żyć nimi i je smakować. On nie chce, byśmy tylko poznali teorię o tym, z czym do nas przychodzi i czym nas może napełnić; On pragnie nas napełnić. Można zapytać: Czym?

Gdy posługiwałem w parafii, pewnego razu przyszedł do mnie czterdziestoletni mężczyzna, mąż, ojciec dwójki dzieci, który niedawno zaczął głębiej przeżywać swoją relację z Bogiem. Z wielkim przejęciem i niepokojem opowiadał: „Proszę księdza, nie wiem, co się ze mną dzieje. Pracuję w jednej z lubelskich firm jako mistrz, mam pod sobą kilkunastu mężczyzn. Jest to twarde środowisko. Wiele razy reagowałem ostro, używając wulgarnych słów, aby zdyscyplinować podwładnych i uzyskać jak najlepsze wyniki w pracy, aby zapobiec zaniedbaniom i lenistwu. Od kiedy zacząłem się więcej modlić, świadomiej przeżywać moją wiarę i głębiej spotykać się z Bogiem, dzieje się ze mną coś dziwnego. W pracy nie mogę, po prostu nie mogę (coś mi nie pozwala) używać wulgaryzmów wobec podwładnych, coraz trudniej mi dać im ostrą reprymendę. Nie wiem, czy cierpliwość i łagodne tłumaczenie przyniosą w tym środowisku jakikolwiek owoc. Nie wiem, proszę księdza, co się dzieje, co mam robić”. Uspokoiłem tego mężczyznę. Otworzyłem Pismo Święte i z Listu do Galatów przeczytałem: „Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przeciw takim cnotom nie ma Prawa” (Ga 5,22-23). Delikatnie wytłumaczyłem mu, że właśnie teraz bardzo intensywnie smakuje owoców Ducha Świętego i że od niego zależy, czy zostanie przy nowym życiu, czy powróci do poprzedniego. Duch Święty do niczego nie zmusza i w każdej chwili można Mu powiedzieć: Nie. Ale czy warto?

Adwent to dobry czas, by popatrzeć, jakim owocom pozwalamy dojrzewać w nas. Czy tym, które zaniepokoiły mojego rozmówcę? Czy tym, o których św. Paweł w cytowanym liście pisze: „Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne” (Ga 5,19-21)?