Z nowym rokiem zmienię temat moich krótkich blogowych wpisów w Ukrytej Szufladzie. Kilka tekstów, które teraz zaproponuję, Drodzy Czytelnicy, poświęcę modlitwie Jezusowej, zwanej również modlitwą serca. Najprościej rzecz ujmując, modlitwa ta polega na powtarzaniu na głos lub w myślach zdania: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną”. (Można znaleźć inne formuły, ja przytaczam tę, która jest mi najbliższa). Dobrze te słowa wypowiadać w odosobnieniu, ciszy i skupieniu, pozwolić, aby przenikały nasze ciała, umysły i ducha. Jednak aby ta modlitwa, tak prosta, zaczęła dla nas coś znaczyć i stała się nie formą, a wydarzeniem, podczas którego ja i Bóg jesteśmy razem, trzeba zdać sobie sprawę, z jakiego położenia egzystencjalnego wołamy.

Jedną z postaci biblijnych, której postawę uznaje się za wzór i źródło modlitwy Jezusowej, jest niewidomy żebrak spod Jerycha – Bartymeusz. Oto fragment Ewangelii, który pokazuje tego człowieka: „Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem (Jezus) wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten, słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!». Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Synu Dawida, ulituj się nade mną!»” (Mk 10,46-48). Powiedzieć, że Bartymeusz był w trudnej sytuacji, to o wiele za mało. Dziś niewidomi w naszym społeczeństwie zdobywają wiedzę, zakładają rodziny, sprawnie funkcjonują w przestrzeni publicznej. Niewidomy człowiek w tamtym miejscu i czasach był zupełnie zdany na łaskę drugiego, dlatego Bartymeusz żebrał. Ten człowiek nie miał nic, jego życie zależało od tego, czy ktoś się nad nim zlituje i da jakiś grosz na przetrwanie. Poza tym odmawiano mu prawa głosu, gdy próbował zwrócić uwagę Jezusa na siebie, ludzie nastawali na niego i kazali mu zamilknąć. Uważali go za nic. Jednak wbrew wszystkiemu z tej swojej nędzy, jako nikt, zawołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”. To jego wołanie jest trzonem modlitwy, o której piszę.

My również, jako grzesznicy, jesteśmy w podobnej sytuacji. Jesteśmy w miejscu, z którego tylko Jezus może nas ocalić. Myślałem o tym, jaki obraz oddaje tę naszą biedę grzesznika. I przypomniały mi się krótkie filmy i zdjęcia pokazujące Warszawę po drugiej wojnie światowej. Sterta wypalonych gruzów, kikuty kamienic i puste oczodoły okien. Czy gdy oglądacie te filmy i zdjęcia pojawiają się w Waszych oczach łzy? To nasza sytuacja – sytuacja grzesznika. Do tego trzeba dodać, że świat (struktury zła, grzechu, niewiary) powtarza nam nieustannie: „Milcz, nie wołaj do Boga, to głupota”. A demon dorzuca: „Ty grzeszniku, nie masz prawa rozmawiać z Bogiem”.

W takich warunkach słowa modlitwy Jezusowej nabierają naprawdę głębokiego znaczenia: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną”.